Aktualności

ULKA - wspomnienie

ULKA - wspomnienie

Nie było mi dane uczestniczyć w ostatniej drodze naszej 40-latkowej koleżanki, bo... byłem w drodze wędrując z plecakiem po beskidzkich szlakach, ale... Myślami i sercem byłem blisko, szczególnie dzisiaj, w dniu pogrzebu. Myślami blisko Marka, a nade wszystko śp. Ulki, wszak stanowimy 40-latkową rodzinę. Zatem tu i teraz, chociaż z dużym niedosytem, czynię swoją 40-latkową powinność, by oddać cześć śp. Ulce, wspominając Jej ziemską drogę widzianą z mojej perspektywy.
Ulkę poznałem dawno temu, a było to na naszej historycznej Polance, gdzie wszystko zaczęło się, co 40-latkowe. Właśnie tu, w tym miejscu zaczęła się znajomość z Ulką, gdy Marek w ramach cyklicznych imprez biegowo-biesiadnych był organizatorem biegu. Beneficjent imprezy pojawił się ze swoją żoną, która pełniła rolę gospodyni całości. Było szczodrze nie tylko na stołach biesiadnych pod względem ilości i jakości, ale w serdecznym podejściu Ulki do każdej, każdego z koleżeństwa braci 40-latkowej. Tak było za każdym razem, gdy Marek organizował imprezę, szczególnie w części kulinarnej, którą sterowała Ulka. Wprawdzie Ulka nie biegała, ale za każdym razem sterując imprezą swojego męża, była... zabiegana czuwaniem nad całością, co niejako z automatu uczyniło Ją pełnoprawną członkinią K. B. 40-latek. Tę pełnoprawność Klubową śp. Ulka, swego czasu potwierdziła zdobyciem Mistrzostwa K.B. 40-latek Tychy w Petanque.
Staropolska gościnność licująca ze śp. Ulką, stała się Jej znakiem firmowym, trwałą etykietą. Nie tylko na Polance, podczas imprez biegowych, ale wielokrotnie w Jej niezwykle otwartym i przyjaznym domu. Na zacisznym tarasie z widokiem na ogród lub w salonie mieszkania. Zawsze na bogato pod względem kulinarnym, z życzliwością wobec często niespodziewanych gości. Mówi się, że: "gość nie w porę, jest gorszy od Tatarzyna". Życie pokazało, że w przypadku Ulki, to tylko przysłowie, wytarty slogan, bo niezależnie od pory dnia, czy okoliczności, Jej dom zawsze był otwarty na gości.
Pamiętam, chyba sprzed dekady imprezę noworoczną zapoczątkowaną na Polance, a kontynuowaną do późnej nocy w zacisznym ogrodzie mieszkania Ulki i Marka. Było radośnie, gościnnie, a wszystko za aprobatą śp. Ulki. Czy Marek miał szczęście, że związał się trwającym wiele lat węzłem małżeńskim z Ulką? Zapewne tak, bo niczym wolny Indianin mógł swoje liczne sportowe pasje realizować, co czyni do nadal. To wielka rzecz mieć tak wyrozumiałą, tolerancyjną żonę. Ale, do tanga trzeba dwojga. Tak postrzegam, to niezwykle wzorcowe małżeństwo, takie na dobre i na złe, gdzie Ulka jako żona stworzyła prawdziwy dom, gniazdo rodzinne.
Jeden z moich ostatnich kontaktów z Ulką miał miejsce w malowniczym parku obok kościoła bł. Karoliny, a było to jesienią 2025 roku. Sąsiadująca tężnia solna, była miejscem naszego spotkania. Ulka z Markiem i ja z moją żoną naszliśmy na siebie. Serdeczne powitanie, miła rozmowa i moment, który mocno utkwił w mojej pamięci, kiedy Ulka wsparta o ramię Marka maszerowała wolnym krokiem do swojego domu, co było niezwykle wymownym obrazem związku małżeńskiego przybarwionego jesienią życia. Drobnej postury, ale wielkiego serca, bezmiaru życzliwości wobec każdej i każdego. Taką poznałem, bo taką była nasza serdeczna przyjaciółka, jako ważne ogniwo rodziny 40-latkowej.
Nie tylko na dobre, ale nade wszystko na złe, które złowrogo czaiło się. Nietrudno było dostrzec narastającą opiekuńczość i serdeczny uśmiech Marka wobec Ulki, która z wolna przygasała na zdrowiu.
Wszystko i każdy z nas ma swój koniec, swoją linię mety. Istotne, by przekraczając próg ziemskiego pielgrzymowania otrzymać nagrodę, wieniec laurowy.
Ulka, nasza koleżanka, serdeczna przyjaciółka do linii mety dobiegła, na wieniec laurowy za całokształt swojego życia po stokroć zasłużyła, w postaci innej rzeczywistości i naszej trwałej pamięci.
Spoczywaj w pokoju.
Witos

Powrót do aktualności