18.10.2015 13:04 Witek email Stasiu, będąc nieskromnym chciałem zauważyć, że też czasami zaglądam na to forum. Czy tego nie widać? To, co piszę, to moje spostrzeżenia i odczucia, do wyrażenia których zachęcają mnie poprzez liczne starty koleżanki i koledzy z "40-latka". Stasiu, dobrze, że i Ty po długiej przerwie zawitałeś w nasze (Twoje) progi, zdobywając się na komentarz. Wszak wiadomo, że nic gorszego dla piszącego, jak obojętność potencjalnych odbiorców. Dyskusje zbliżają, milczenie i obojętność - oddala. To dobry symptom z Twojej strony - dla wszystkich.
16.10.2015 18:05 Stanisław email Jurku, sam widzisz, że oprócz Ciebie i Bogusława (który czyni co może) to tu już "pies z kulawą nogą nie zagląda" ..... !!!
16.10.2015 17:15 Jurek email Administratorze! Czyż te ostatnie wpisy nie zasługują na główną stronę naszej stronki? Oczywiście, że tak. Mógłbym te wpisy skopiować na FrontPage ale zepchnę w dół info Prezesa o następnej naszej imprezie. Czy doczekamy się w końcu odpowiednich zmian? A nasz profil na facebook'u tak pięknie funkcjonuje! maratończyk
10.10.2015 19:43 Witek email Czytając relacje „naszych” z Silesia Maraton i mając na uwadze pogodę, która nie była dla biegaczy, jestem pełen uznania dla wszystkich, co zmagali się na trasie biegu nie tylko z królewskim dystansem. Jednocześnie pobudziło mnie to do głębszej refleksji i wyrażenia swoich myśli i własnych spostrzeżeń. Podziwiam Marka za determinację, walkę - głównie z samym z sobą, ze swoimi dolegliwościami zdrowotnymi. Wiem jakie to dla Niego było ważne – maraton na 70 – te urodziny! Przygotowywał się do tego długo, a myślał o tym jeszcze dłużej. To było priorytetem Jego ostatnich lat biegowych. Wiem ile to kosztuje, kiedy człowiek stawia sobie za cel, coś, co jest wysoko zawieszone, często powyżej naszych możliwości. Bieganie, a przede wszystkim rower często stawiały mnie pod ścianą, ścianą w ludzkiej wyobraźni - nie do pokonania. Wiem, że nie poddać się, chociaż zdrowy rozsądek tego domaga się często - to wielka rzecz. To ogromny wysiłek okupiony często dolegliwościami fizycznymi, które szybciej, lub wolniej goją się, a satysfakcja trwa wiecznie. Wiem, że każdy człowiek uprawiający sport, czy jakikolwiek wysiłek fizyczny, chce ze swoimi wynikami, czy osiągnięciami iść do przodu, osiągać coraz więcej. To takie naturalne, ludzkie. Czas szybko płynie, lat przybywa, sił ubywa, dolegliwości dokuczają coraz mocniej, a my często chcemy iść ze swoimi wynikami i osiągnięciami dalej do przodu, lub co najmniej nie schodzić poniżej danego pułapu. Doświadczam tego od pewnego czasu sam, więc znam to z autopsji. Ale prawa natury są nieubłagane i ustawiają nas w szeregu adekwatnym do danego wieku. Trudno się z tym pogodzić, ale coraz częściej trzeba. Jest takie powiedzenie, słowa piosenki: „trzeba zejść ze sceny niepokonanym”. W naszym przypadku to schodzenia ze swoimi wynikami i założeniami – niestety w dół. Pytanie, kiedy to ma nastąpić? Mówi się, że doświadczony biegacz biega głową, a nogi…Nogi tą głowę tylko niosą. Myślę, że ta głowa powinna biegać niesiona przez nogi do końca naszej kariery, dyktując nam zakres możliwości naszego organizmu. Ale to tylko teoria, chociaż dyktowana zdrowym rozsądkiem. W praktyce często bywa inaczej. Ułańska fantazja, coś, co jest powyżej pułapu naszych możliwości i to jest piękne.„Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga, łam czego rozum nie złamie” – tak pisał przed laty nasz wieszcz. Marek tego dokonał na ostatnim maratonie i …jeszcze mu mało. Podziw, szacunek, uznanie! To, co napisałem, to tylko moje subiektywne odczucie, wszak nie mam patentu na mądrość doskonałą. Chcę dalej bawić się w sport, odczuwać wielką radość i satysfakcję, naśladować Marka. Ale, czy potrafię?
10.10.2015 18:07 Benia email Marku, gratuluję ci serdecznie! Najbardziej jednak zainteresował mnie wpis, że przekroczyłeś metę z wnuczkiem na ręku.Jak mawiają, nie ten, co zaczął, ale ten co skończył:-) Rzadko się zdarza ukończyć maraton w tak młodym wieku i w całkiem dobrym czasie. Mam nadzieję, że Twój wnuczek- dobrze zapowiadający się maratończyk Juruś- zaszczyci swoją obecnością imprezę Biegamy Razem w przyszłym roku i zaliczy trasę tym razem na własnych już nogach:-)
08.10.2015 03:12 Jurek email Cześć! Tak wzruszył/rozśmieszył mnie tekst umieszczony w kilku kawałkach na FB przez naszego dostojnego jubilata Marka, który zamiast cieszyć się z pudła na tak poważnej imprezie jaką jest Silesian Maraton rozpacza, że nie złamał 4-ki, że postanowiłem posklejać go w całość i udostępnić na naszej stronce. "Stanąłem na starcie Silesian Maraton po 6-letniej przerwie spowodowanej miażdżycą stóp. Od 3 miesięcy biegałem dość systematycznie. Wyniki 3 ostatnich półmaratonów, zwłaszcza tyskiego, napawały optymizmem. Dodatkowo mobilizował mnie zakład z Bogusiem Kaszubą, że złamię na tym maratonie 4 godziny. Na starcie stanąłem grzecznie za balonikami z napisem 4:00. Pogoda dodatkowo nakazywała ostrożność. Od rana było ciepło, im pózniej, tym upalniej. Słońce - to jeden z wrogów maratończyka. Ale po przebiegnięciu 4 km rozsądek został odstawiony do kąta. Popełniłem wszystkie grzechy niedoświadczonego i nadmiernie ambitnego maratończyka. I to, że maraton należy biec spokojnie, zwłaszcza do 30 km, i że pogoda nie sprzyja, i że nie jestem aż tak bardzo wybiegany. W głowie zaświtała podniecająca, a jakże nieroztropna myśl. 4 godzine? A czemu nie 3:50? Ja im pokażę, na co mnie stać. Zacząłem przyspieszać, a z każdej góreczki włączałem dodatkowy bieg. Do 25 - 30 km czas - 3:50 był w zasiegu reki. Po 30 km pojawiły się pierwsze niepokojące sygnały: stopy, których się najbardziej obawiałem - piekły ale dało się biec. Słońce wysysało siły, ale najgorsze - zaczął mnie łapać skurcz lewej nogi. Próbowałem biec nisko, odbijałem się przesadnie z pięty by naciągać łydkę. Ale tempo biegu gwałtownie się załamało. Na 36 km mogłem tylko patrzeć jak mnie mijają baloniki z napisem "4:00". Za chwilę najgorsze. Totalnie zablokowało mi lewą nogę. Udo, a zwłaszcza łydka - totalnie sztywne. Zatrzymałem się przy karetce - ale był tylko sam kierowca, który bezradnie rozłożył ręce. Usiadłem na krawężniku - czyżby to był koniec. 4 godziny diabli wzięli, ale czyżbym po raz pierwszy nie ukończył maratonu. Na szczęście zatrzymał się jeden z biegaczy. Wspólnie zaczęlismy walczyć z moim skurczem. Gość dość skutecznie mnie po uciskał, po naciągał, pomógł wstać. Truchtem, z przystankami, przy dopingu w strefach kibica, człapałem do mety. WARTO BYŁO! Przed metą na trasę wbiegł mój zięć Krzysiek z 9 -miesięcznym wnukiem. Biegliśmy razem, metę przekroczyłem z wnuczkiem na ręku. Na ostatniej prostej licznie zgromadzeni członkowie 40-latka zgotowali mi taką klakę, że chyba zwycięzca maratonu nie miał większej. Jacek Nitka i Heniek Błaszczak odpalili konfetti z rur - atmosfera jak na karnawale. Serdecznie im dziękuję, a także naszym kochanym dziewczynom z 40-latka zgromadzonym przy mecie: Krystynie Mzyk, Grażynie Kaszuba, Grażynie Plewniak, Łucji Ptak oraz mobilnym kibicom: Bogdanowi i Januszowi, którzy wspierali nas na trasie już od 26km. Piszę ten komentarz na raty, bo co rusz mi komputer coś "zje" i zaczynam od nowa.. We wtorek jestem już prawie normalny - analizuję przyczyny porażki. Coraz bardziej dojrzewa postanowienie, by nie kończyć z maratonem. Obiecuję 40-latkom, Bogusiowi, a przede wszystkim sobie, że złamię te "4h". Swoją drogą - kiedyś walczyłem o złamanie "3h", a teraz ......... Ale zadowolenie z realizacji celu - takie samo. Do zobaczenia na maratońskiej trasie." Marek
05.10.2015 20:02 Bogdan email Sukces Pawła Koska i 3 miejsce w półmaratonie Silesia to wiadomość wspaniała a druga wiadomość to wygrana Jarka Kocura w biegu ultra-dystansowym Beskid Ultra Trail na dystansie 90 km . Ciekawi mnie czy tyskie gazety to napiszą .Wracając do maratonu Silesia wszystkim uczestnikom gratuluje a zwłaszcza Markowi Pawlak oraz Marcinowi Gajda widziałem jego mękę na 26 km a że dobiegł do mety to tylko silna jego wola.
04.10.2015 20:41 Witek email Pogoda rzeczywiscie wielu zaskoczyła i złamała po 30 km. Ale maraton to ma do siebie, że zaczyna się właśnie po 30 km. Co do naszego młodziana - Pawła, to widać od dłuższego czasu, że biega głową (z głową) i nie porywa Go "owczy pęd" do zaliczania maratonów w tak młodym wieku. Połówka w tym wieku to dobre przetarcie do późniejszych maratonów, które przyjdą z czasem.
04.10.2015 20:18 maratończyk email Cześć! Dzięki Witku za przychylne słowo. Przyznam, że dzisiaj nie było łatwo. Sporo wzniesień no i ta temperatura :-( Z wyników maratonu wynotowałem znane mi nazwiska: m-ce Nazwisko Imię Kat. w kat. Czas netto 56 PAWŁOWSKI PIOTR M40 9 03:14:44 70 SZERSZEŃ ARTUR M20 17 03:18:24 151 HABIAK PIOTR M30 78 03:32:57 162 PLEWNIAK JERZY M60 2 03:33:33 :-) 540 LUBOWICKIŁUKASZ M30 256 04:05:21 z Wiktorkiem 542 PYRSCH ZBIGNIEW M50 49 04:07:08 560 GAJDA MARCIN M30 265 04:08:53 594 PTAK ZDZISŁAW M50 54 04:11:29 616 CHOCHOROWSKA OLAK30 26 04:12:53 824 PAWLAK MAREK M70 3 04:28:36 861 BOROJA DRAGO M60 13 04:31:38 1120 WERSEL JERZY M60 22 05:14:45 40-latki na pudle w kategoriach 60+ i 70+ ale już w półmaratonie zaszalał nasz młodzian - Paweł Kosek. Zajął trzecie miejsce w generalce i był najlepszy z polskich biegaczy! Gratulujemy!