XXV Mistrzostwa 40-latka w PETANQUE
Jak za dawnych lat…
Jubileuszowo, bo po raz 25 „ciepaliśmy„ kulami w ramach naszego klubu 40-latek Tychy. Jubileuszowo i jak za dawnych lat, bo na naszej historycznej Polance, gdzie wszystko przed laty się zaczęło. Zaczęło się bieganie, biesiadowanie i… rzucanie kulami. W tym roku powróciliśmy do źródeł, co z upływem lat ma coraz większy wydźwięk nie tylko emocjonalny.
Każda impreza 40-latkowa, ta w terenie, a niezależnie od formy ma swój żelazny, taki niezachwiany punkt. Bieg lub marsz, co jest solą naszego klubu, więc i tym razem stało się rzeczywistością. Po rozgrzewce biegowej na trasie niespełna 5 km i nieco mniejszym dystansie dla maszerujących, rozpoczęła się część zasadnicza – PETANQUE, co ukoronowało dzisiejszą imprezę 40-latka w tejże dyscyplinie, cechującą się niekoniecznie siłą mięśni.
Sponsorów było wielu, w tym: pierwszy prezes klubu Kazik W., nasz obecny lider biegowy Zdzichu, Mietek oraz nasz obecny Prezes, a zarazem konferansjer Marek. To nie koniec sponsorów, bo dzisiejszą imprezę mocno zaakcentowała dwójka formalnych beneficjentów XXV Mistrzostw 40-latka w PETANQUE.
Wszechobecna na niwie wszelakiej działalności społecznej na rzecz innych, czyli Asia jako nasza klubowa Matka Teresa z Tychów, bo tak nie tylko ja postrzegam dzisiejszą okrągłą Jubilatkę urodzinową. Okrągłą, bo Abrahamową w wydaniu żeńskim, co nie jest skrywaną tajemnicą ilości lat, lecz zaszczytnym eksponowaniem wszelakich zalet dziewczyny w kwiecie wieku.
Jasiu P., kiedyś mocny fizycznie na trasie biegowej, sowity sponsor imprez biegowych, dzisiaj mocny siłą woli, by nadal trwać pośród 40-latków. Jasiu, 60 lat, to nie grzech, to powód do dumy, że ciągle chce się być aktywnym, chociaż nieco inaczej. To przyczynek do wspomnień pięknych chwil, pięknych lat w… BIEGU DO WOLNOŚCI, tym sprzed 10 lat, który niechaj wciąż trwa, chociaż w nieco innym wymiarze.
Pogoda, ta atmosferyczna tuż przed rozpoczęciem imprezy, spontanicznie buchnęła słońcem, co trwało do nadal, by potwierdzić, że: „pogoda jest tylko dla bogaczy”. Dla bogaczy w wydaniu 40-latkowym, których znamiennymi przedstawicielami są dzisiejsi Beneficjenci: Asia i Janek.
Kto wygrał na trasie biegowo-marszowej? W dniu dzisiejszym, a zdominowanym „ciepaniem” kulami nie ma większego znaczenia, wszak kule były w centrum uwagi.
Nasza klubowa poetka Benia, a jakże zaistniała piękną poezją śpiewaną, co zawsze uświetnia każdą okolicznościową imprezę.
Bogdan jako sędzia sprawiedliwy, a zarazem główny organizator od strony technicznej, nie zapomniał o swoim talencie rzemiosła użytkowego i wystrugał okolicznościowe statuetki.
W XXV Mistrzostwach 40-latka w PETANQUE w kategorii płci pięknej, wygrała żona pierwszego prezesa klubu 40-latek Tychy, Renia. Ciekawie, a zarazem emocjonalnie przebiegała rywalizacja pośród panów, gdzie w finale wewnątrz koźlińskim zmierzyły się dwie skrajności wiekowe: dziadek Drago i jego wnuczek Adaś.
Na poważnie, po zaciętej walce trzyrundowej zwyciężyła młodość, co dla starszyzny jest dobrym znakiem, nadzieją na przyszłość.
Jak sięgam pamięcią, to Adaś jako niekwestionowany książątko Koźliny stał się w dniu dzisiejszym najmłodszym zwycięzcą Mistrzostw 40-latka w PETANQUE. Uczynił to w jubileuszowym, bo 25 wydaniu tejże imprezy.
„Młodości, ty nad poziomy wyrastaj…” Na Koźlinie, jednym z najwyższych wzniesień w Tychach, jest na pozór łatwiej… tylko na pozór.
Witos
PETANQUE 40 – LATKA 2026r
PETANQUE - doroczna impreza sportowo–towarzyska w „ciepaniu metalowymi kulami” Klubu 40-latek Tychy odbędzie się w niedzielę 31 maja 2026 o godz. 10.00 na naszej Polance (stara Leśniczówka przy Alei Bielskiej).
Mistrzostwa odbędą się systemem pucharowym opracowanym przez Bogdana - system ten sprawdził si ę w poprzednich latach. Pozwoli to znacznie skrócić i zintensyfikować część sportową imprezy, a tym samym będziemy mieć więcej czasu na część towarzysko kulturalną.
Część biegowa Imprezy - Pętla leśnymi duktami (5-6 km)
Oczywiście na imprezę zapraszamy klubowiczów z rodzinami. Ze względów organizacyjnych proszę o telefoniczne potwierdzenie uczestnictwa do mnie ( tel. 602 109 440 , e-mail: marekpawlak45@wp.pl)
Sponsorami imprezy są : Kazek, Zdzichu, Mietek i Marek
Do zobaczenia na Polance 40-latka
Marek
GRZEGORZ - wspomnienie ...
Grzegorz… imię pochodzenia greckiego, więc nasz 40-latkowy Grzegorz miał nieprzypadkowo coś z greckich herosów. Twardy jak skała w każdej dyscyplinie sportu, z którą mierzył się. Nigdy nie odpuszczał, nie szukał półśrodków, zawsze szedł na całość… a nawet więcej. Kochał sport będąc czynnym dawcą i biorcą tej sfery życia, by w zamian otrzymać bezmiar satysfakcji dyktowanej pasją. Jeśli za coś się wziął, to cechował Go profesjonalizm patrząc na całościowy wizerunek Grzegorza, zarówno pod względem ubioru i sprzętu sportowego, wszelakich dodatków tworzących harmonijną całość oraz osobistego podejścia do tego, co robił.
Biegacz, kolarz z akcentem na to drugie, to dwie wiodące dyscypliny, które często łączył z dodatkiem innych, co wymaga nie tylko hartu ciała, ale hartu ducha, siły woli. Grzegorz miał jedno, drugie i to trzecie, ale niekoniecznie jako dar losu, bo w znacznej mierze wypracowane siłą woli, siłą charakteru.
Wiele startów w różnych dyscyplinach, na różnych dystansach w ramach naszego K.B. 40-latek Tychy oraz tych wyższej rangi jak maratony, było udziałem Grzegorza.
Zatem człowiek skała, w sile wieku, więc zdało się nie do zdarcia, przynajmniej na tym etapie życia, a wszystko poparte hartem ducha, siłą woli, pasją. A jednak w obliczu choroby, tej śmiertelnej jesteśmy bezbronni, bo ogołoceni z wszystkich atutów, tych przyrodzonych oraz nabytych ciężką pracą.
Grzegorza poznałem poprzez Jego rodziców: Krysię i Janusza, którzy będąc już członkami 40-latka, któregoś dnia wprowadzili w szeregi naszego klubu swojego syna wraz z Jego żoną Kasią i kolejnym pokoleniem. Tak oto rodzina 40-latkowa wzbogaciła się jakościowo pod względem sportowym oraz towarzysko-koleżeńskim, bo zasilona kilkupokoleniową rodziną Mzyków. W wymiarze sportowym, Grzegorz stał się mocnym ogniwem 40-latka, nieustannie pnąc się na szczyty klubowej klasyfikacji. Nade wszystko syn Krysi i Janusza, stał się wartością dodaną poprzez swoje pogodne, życzliwe usposobienie wobec każdego nie tylko pośród 40-latków. Uśmiechnięty, bezpośredni; nie próbował być kimś, był zawsze sobą.
Początkiem tego roku, bo w styczniu 2026 spotkałem Grzegorza w szpitalu na ul. Raciborskiej w Katowicach. Od kilku miesięcy cyklicznie przywoziłem na chemię mojego kolegę – Tyszanina do tegoż szpitala kojarzonego z trwogą, ale i z nadzieją. Zdziwienie, konsternacja, bo krzepko wyglądający Grzegorz niczego swoim wyglądem i pogodą ducha nie sugerował, w krótkiej i ciepłej rozmowie, więc dawał nadzieję. Rozmowy krótkiej, bo pielęgniarka poprosiła Grzegorza, by udał się po kroplówkę. To było nasze ostatnie spotkanie, ostatnia rozmowa, po której nie nastanie już nic… oprócz wspomnień. Przywoływanie pamięcią, wspominanie mojego niedoścignionego rywala na trasie zmagań sportowych, twardziela, a zarazem sympatycznego kolegę, przyjaciela spod znaku 40-latka, to powinność nie tylko moja. Przywoływanie pamięcią tego, kogo na ostatnim etapie zgodnie z różnicą lat, wielu innych powinno wyprzedzić. Tak to miało być. A jednak…
Dla mnie Grzegorz był bratnią kolarską duszą, bo rower niewątpliwie nas łączył, chociaż z racji peselu ja schodziłem w dół, a Grzegorz piął się w górę. Dla mnie Grzegorz był ostoją regionalizmu, etnolektu śląskiego, więc… „Mogli my se pogodać tak po naszymu, bo Grzegorz mioł na to glyjt.” Wiele nas łączyło, nic nie dzieliło, co w pamięci zachowam na zawsze.
Za sprawą praw natury Grzegorz odszedł fizycznie zbyt wcześnie, co tak po ludzku jest bolesne, ale… W innym wymiarze pozostanie wśród nas, tak długo jak będzie trwała nasza pamięć o jednym z nas, członku rodziny 40-latkowej.
Grzegorz, spoczywaj w pokoju.
Witos